10 złych sposobów na naukę angielskiego

„Uczę się angielskiego od początku szkoły i ciągle nie umiem czasów /mówić/ pisać (etc)” – czy kiedyś powiedziałeś albo pomyślałeś sobie w taki sposób? Niestety, fakty są takie, że nadal ogromna część z nas ukończyła edukację a nie wie jak się uczyć, nie poznał efektywnych technik uczenia się, robienia notatek czy zapamiętywania. Na szczęście Ty znalazłeś mojego bloga 🙂 Bardzo często słyszysz o tym co ROBIĆ aby nauczyć się języka. Przede wszystkim nie szkodzić sobie – grunt to wiedzieć czego NIE ROBIĆ 🙂

To, że od zawsze uczyłeś się angielskiego w konkretny sposób, może wcale nie oznaczać, że jest to najlepsza metoda. Może się nawet okazać, że jest to metoda nieskuteczna. Pokażę Ci, dlaczego różne popularne sposoby nauki nie działają. Oczywiście, każdy z nas jest inny, opinie są podzielone i fakt, że niektóre sposoby nie działają na większość nie oznacza, że nie będą działały na Ciebie. Powiem Ci dlaczego te metody nie działają na znaczącą większość, dlaczego są nieskuteczne a niekiedy działają mózgowi wbrew.

Nie studiowałeś nauczania – nie wiesz jaki kurs obrać. Wydaje Ci się, że potrzebujesz tego i tego, a może się okazać, że to wybór ‚jak kulą w płot’. Przeczytaj mój artykuł i wiedz czego nie robić. Zaczynamy z listą:

  1. Książka w stylu: „Gramatyka angielska” – mój absolutny ulubieniec. Kiedy różni nauczyciele tłumaczyli Ci gramatykę wstydziłeś się dopytać, kiedy nie rozumiałeś, albo co gorsza spałeś. Teraz kupujesz książkę, która w cudowny sposób wytłumaczy Ci tę znienawidzoną gramę. O ile założymy się, że polegniesz na pierwszej stronie teorii i nie przerobisz ani jednego ćwiczenia? Trzeba wykazać się niesamowitą determinacją i dość dobrą znajomością języka, aby przerobić taką książkę. Jeśli potrzebujesz doszlifować wiedzę – proszę bardzo. Ale jeśli kiepsko sobie radzisz – to lepiej wymyśl sobie inną metodę nauki. Pisanie i czytanie są ok, ale tylko dzięki mówieniu, czyli aktywnej produkcji można nauczyć się języka i dlatego właśnie ciągle polecam lekcje z nauczycielem. (Edit: nie chodzi mi o wszystkie książki do gramatyki, a o takie, które możesz kupić czekając na dworcu albo w sieci supermarketów. Lepiej kup sobie za to dwie tabliczki czekolady (tylko nie zjedz od razu 😉  )
  2. Najpierw czasy! – wydaje Ci się, że jak już ogarniesz te czasy, to ogarniesz angielski – guzik prawda! Czasy są potrzebne, ale w użyciu bo zbędna terminologia nie przybliży Cię do celu. Czy aby mówić po angielsku musisz wiedzieć który to czas Present Perfect albo co to operator czy inwersja? -absolutnie! Wystarczy, że będziesz poprawnie stosował konstrukcje. Nie myśl sobie, że jestem przeciwniczką nauki czasów albo książek gramatycznych. Wręcz przeciwnie. Chodzi tylko o to, żeby nie fiksować się na czasach albo na gramie. W języku jest jeszcze masa innych rzeczy do odkrycia i użycia 😉
  3. Konwersacje od poziomu zero – nie znasz języka ale zaraz chcesz konwersować. Bycie ambitnym to piękna sprawa. Należy jednak być również realistą. Tak jak pisałam już kiedyś: jak chcesz budować nie mając cegieł? Jak chcesz budować zdania nie mając w głowie słówek? Od poziomu zero można realizować kurs nauki języka skoncentrowany na mówieniu ale nie stricte konwersacje na których zwykle słuchasz/oglądasz lub czytasz i prowadzisz rozmowę z nauczycielem. Więcej pisałam o tym tu: Dla kogo: konwersacje albo tu: Piekło perfekcjonisty: nierealne wymagania
  4. Business English od poziomu zero – upsi, słaby wybór! Wydaje Ci się, że to oszczędność czasu, ale może okazać się, że bardzo pozorna. Jeśli nie umiesz nic, to daj sobie przynajmniej 3 miesiące na poznanie totalnych podstaw, bez presji. Znacznie szybciej wtedy zaskoczysz. Jeśli nie wierzysz, przeczytaj też:  Piekło perfekcjonisty: nierealne wymagania
  5. Lista słówek – kolejny hicior. Czytałeś historię o moim Dziadku? Jeśli masz mnie zacytować, to zrób to teraz, bo powiem coś, co mam nadzieję zapamiętasz na zawsze: ryjąc na pamięć słówek z listy angielski-polski nigdy nie nauczysz się angielskiego, bo nigdy nie nauczysz się tak mówienia. Takie wykuwanie, bez kontekstu, bez angielskiej definicji, bez przykładowego użycia, bez używania tych słówek w mowie to strata czasu. Od razu możesz wywalić tę listę do kosza. To samo dzieje się z czasem przeznaczonym na taką ‚naukę’, możesz od razu włączyć sobie śmieszne koty na YT i zmarnować ten czas w jakiś przyjemniejszy sposób. Lista słówek to metoda przedpotopowa, zanim jeszcze odkryto jak uczy się mózg. Metoda stosowana przez nauczycieli, którzy nauczycielami zapewne nie są. Koniec tematu. Zapomnij o tym bezsensownym pomyśle. Sprawdź jak uczyć się słówek chociażby tu: By heart czyli na pamięć bądź tutaj Mistrz słownictwa, czyli samodzielna nauka słówek i powtórki w nauce języka
  6. Korepetycje – czyli gaszenie pożaru: odrabianie lekcji i uczenie się do sprawdzianu. Korepetytor musi być nauczycielem. Może Ci pomóc w pracy domowej czy tłumaczeniu czegoś do testu, ale robienie tylko i wyłącznie takich rzeczy to strata czasu a nie nauka. To uczenie Cię pod teścik a nie uczenie Cię angielskiego. Pisałam już o tym wcześniej: Dlaczego nie bawię się w korepetycje, lub Dla kogo: korepetycje  ale też i tutaj Sąsiad korepetytor czy nauczyciel? Kogo wybrać i dlaczego
  7. Kupowanie książeczek z ćwiczeniami słabych wydawnictw językowych – i uwaga: dość duże wydawnictwo nie znaczy dobre 🙂 Najczęściej jednak to nauczyciel ma możliwość szybkiego i poprawnego ocenienia, czy całkiem niedroga książka jest warta kupna. Może Ci się wydawać, że wydasz 30 zł na coś w miarę ok i że to super, bo normalnie inne książki znanych dużych wydawnictw o podobnej tematyce kosztują koło stówy. No tak, ale jeśli ta koło 100 zł została napisana przez nativów a ta za trzy dychy nie została nawet sczytana przez native’a to bardzo często zdarzają się kwiatki, naciągane zdania, w dziwnym, jakimś nienaturalnym kontekście itp.  
  8. Słuchanie się ‚ekspertów’ od nauczania, czyli po prostu osób popularnych w mediach społecznościowych, ale takich, które nie studiowały nauczania (i nie wiedzą co mówią) – nie będę rzucać nazwiskami, ale sytuacja miała miejsce również niedawno. Popularna osoba wygłosiła swoje niepopularne zdanie na temat nauczania dzieci angielskiego: że nie warto, że strata czasu, że nie rozumieją. Nie tylko ja, ale KAŻDY NAUCZYCIEL I LINGWISTA powie Ci: bzdura, bzdura, bzdura. Można mieć swoją opinię, nawet niepopularną, ale wypada trochę znać się na tym, o czym się mówi. Nie doradzę Ci w sprawie karate czy pielęgnacji skóry, bo się na tym nie znam. A jak się nie znam, to się nie wypowiadam. Wniosek: jeśli słyszysz, że ktoś mówi na temat nauki angielskiego, to sprawdź, czy np studiował nauczanie i w ogóle wie o czym papla. Jeśli nie, to nie klikaj bez myślenia „Udostępnij” bo puszczasz w obieg bubla nie popartego żadnymi badaniami naukowymi.
  9. Przepisywanie bez ładu i składu słówek/książki do gramatyki – „już się tego uczyłem, więc przepiszę sobie aby się nauczyć” – hmm, chęci pewnie są dobre, ale pytanie jak się za to zabierzesz. Taka odtwórcza praca, to praca dla kserokopiarki, nie dla osoby, która chce się uczyć 🙂 Pisaniem i czytaniem możesz sobie troszkę pomóc, ale bez mówienia nie nauczysz się języka. Dlatego własnie potrzeba Ci nauczyciela. Jeśli chodzi o przepisywanie, to rób to z głową: dokonuj syntezy i analizy wiedzy i to przelewaj na papier. W jaki sposób? Dowiedz się: Notatki z lekcji: czemu i jak trzeba je robić? oraz tu: Uczeń vs kserówki
  10. Lekcje, które nie są dopasowane do Ciebie – już mówię o co chodzi. Jesteś nieśmiały i nie potrafisz mówić w grupie? Może trzeba się przemóc i zapisać na zajęcia grupowe. A może nie. Dużo gadasz? – pomyśl o lekcjach indywidualnych. Aby wybrać zajęcia dla Ciebie, przeczytaj mój cykl wpisów DLA KOGO.

 

Jeśli myślałeś o którejś z tych metod: zapomnij o niej! Jeśli ją stosowałeś: przestań i zacznij robić coś, co przybliży Cię do celu, ale na pewno nie to. Czy to wszystkie złe metody nauki? Pewnie nie. To tylko te, które akurat przychodzą mi do głowy. Ale jeśli masz jeszcze jakieś, to daj znać w komentarzu 🙂