Przebodźcowanie zabija nauczanie. Czas na slow teaching.

W dzisiejszym świecie jesteśmy bombardowani różnymi informacjami i bodźcami. Migające obrazy towarzyszą nam nie tylko podczas oglądania telewizji, ale praktycznie w każdej chwili, w której sięgamy po smartfona

Dlaczego na moich zajęciach nie szalejemy z kodami QR, na bloga nie wrzucam nowych rzeczy z Kahoota, ani nie mam w pracowni tablicy interaktywnej? Czy to znaczy, że moje zajęcia wieją nudą a sama jestem starszą panią-nauczycielką z trudem obsługującą komputer? Nie. Ja wiem coś, czego Ty dopiero za chwilę się dowiesz.

Migająca bajerka

Nauczyciele prześcigają się w używaniu najnowszych technologii bo chcą motywować uczniów do nauki. Myślą, że jeśli na każdej lekcji będą jakieś fajerwerki, to uczniowie będą bardziej chętni do nauki. Używają więc na zajęciach telefonów, komputerów, tablic interaktywnych, tabletów itp. Grają w gry na ekranie, wysyłają prace domowe przez internet, łączą obrazki z napisami łapiąc grafikę dłonią. Do czego to może prowadzić? Jeśli chcesz przeprowadzić zwykłą lekcję uczniowie czują się zawiedzeni. Albo motywacja gwałtownie spada. Dając taką „nagrodę” cały czas, technologia może się po prostu… znudzić. 

Nie zrozum mnie źle: mój post nie ma na celu demonizowania technologii. Nie o to chodzi. Nie zgadzam się po prostu z przesadą i nadmiernym użyciem technologii w sytuacjach, kiedy nie jest to absolutnie potrzebne. Na moich zajęciach zobaczysz co najwyżej laptopa i filmiki z YT lub TEDa, ewentualne prezentację multimedialną. Gramy w karty lub planszówki, prace domowe oddajemy na kartce ew. wysyłamy mailem, a łączymy obrazki-karty na żywo lub na kartce. Dlaczego używam starych metod, skoro „są przecież nowe”?

Jak działa Twój mózg, czyli zwykła biologia

Kiedy siedzisz i czytasz ten post dochodzi do Ciebie wiele różnych bodźców. Siedzisz na wygodnej kanapie z laptopem, słyszysz samochody za oknem i grający w pokoju telewizor, w kuchni pracuje zmywarka, a Ty co jakiś czas sięgasz po telefon. W przeglądarce masz otwartych kilka zakładek: FB, mail, portale, Get Engspired. W między czasie myślisz o dzisiejszym dniu: co już zrobiłeś i co masz do załatwienia i co musisz zrobić jutro. Ogarniasz wszystko na raz czyli….nic do końca. Twoja efektywność spada, bo swoją uwagę musisz podzielić na tyle różnych części. Myślisz, że oszczędzasz czas a w rzeczywistości pracujesz dłużej niż gdybyś zrobił każdą rzecz po kolei. Co więcej, Twój mózg bardziej się przy tym męczy. Powiedziane jest, że osoba dorosła może się skupić tylko 45 min a potem uwaga zwyczajnie się wyłącza. Ile minut będziesz w stanie skupić się robiąc sto rzeczy na raz? 

Uczeń siedzący w klasie również musi poradzić sobie z wieloma bodźcami: ile osób, tyle różnych czynności, ruchów i dźwięków. Nauczyciel, który wydaje polecenia. Ptak, który leci za oknem. Za wysoka lub za niska temperatura w klasie. Dziecko, które zaczyna chodzić do szkoły (lat 6) skupia się przez maksimum 15 min. Później jego mózg wyłącza się – tak jak u dorosłego. Gdyby tylko się wyłączył, to jeszcze pół biedy, bo dziecko by po prostu zasnęło. Jednak aby do tego nie dopuścić, mózg stara się „rozerwać” i wtedy zaczyna przeszkadzać na lekcji. Nie myśl, że tak jest tylko z dzieckiem. Dorosły robi to samo, tylko „przeszkadza” w inny sposób: odpływa myślami, zagląda w telefon, bazgrze po marginesach albo zagaduje kolegę. Dorośli wcale nie są lepsi – i o to właśnie się rozchodzi.

MINDFULNESS, czyli uważność

Kiedy na zajęciach możesz sięgnąć po telefon, bo będziecie z nim pracować, to nie kusi Cię, żeby przy okazji, „tak tylko szybko” sprawdzić FB, smsa czy pokazać coś koleżance? Oczywiście, że tak. A co jeśli widzisz ikonkę nieodebranego połączenia albo maila? Oczywiście, że zerkniesz. A co jeśli masz lat 7 czy 10 czy nawet 15? No właśnie. I teraz uwaga: nie chodzi o tych parę sekund, które stracisz w tym czasie. Chodzi o to, że aby być skupionym i móc się uczyć musisz wprowadzić mózg na odpowiednie fale. Jeśli tego nie zrobisz, albo się „wybijesz”, to bardzo trudno jest wrócić do poprzedniego stanu. Szczególnie jeśli zewsząd atakują Cię różne bodźce i jesteś ograniczony czasem. Każda technologia wprowadza wiele dobrego, ale też wiele chaosu. Dlatego im więcej urządzeń elektrycznych przy Tobie, tym mniej możesz się skupić i tym bardziej jesteś wykończony.

Na lekcji powinien być spokój i koncentracja. Już sama sytuacja siedzenia w obcej pracowni, być może z innymi uczniami, jest już na tyle pełna bodźców, że ciężko się skupić. Trzeba wobec tego robić coś pracując na realiach, czyli przedmiotach codziennego użytku: np kartach. Operowanie prawdziwymi przedmiotami pomaga mózgowi, bo mózg zajmuje się działaniem na rzeczach od wieków, więc robi to sprawnie i dobrze. Pisanie używając technologii może brzmieć zachęcająco, jednak udowodnione jest, że mózg bardziej skupia się i lepiej wyłapuje błędy jeśli pisze ręką po papierze. Mózg przekupisz technologią, bo zawsze będzie ona ciekawsza niż tradycyjne metody. Biologii niestety nie oszukasz.

No frills teaching i powrót do przeszłości

Problem tkwi nie tylko w przesycie technologii, chociaż ostatnio jest on głównym trendem w nauczaniu angielskiego. Problemem może być także nadmierne WOW z wykorzystaniem przedmiotów. Po co zakrywać obrazki packami na muchy kiedy można prosić uczniów o zakrywanie ich dłonią? Po co kupować takie śmieci? po co napędzać produkcję plastiku? Każdy, kto myśli, że wyposażanie się w całą masę tanich gadżetów z „chińczyka” jest takie super powinien obowiązkowo obejrzeć Midway, the plastic island

Spróbujmy też postawić się w sytuacji nauczyciela. Ile razy można być niesamowicie kreatywnym i używać na lekcjach różnych dziwnych przedmiotów i technologii? Co jeśli po pewnym czasie kreatywność się skończy? Od jednej z moich koleżanek usłyszałam „Czuję się jak klaun w cyrku. Wymyślam jakieś zabawy, teatrzyki, przynoszę nie wiadomo co a ostatnio jedna dziewczynka mówi do mnie: „ALE NUDA”. Ja się staram, a dzieciaki są coraz bardziej zblazowane„. Co gorsza, oczekuje się też od nauczycieli, żeby „napakowali” lekcje jak największą liczbą zadań, zabaw, kserówek, bo liczy się wynik: im więcej, tym lepiej. Liczy się wyrobienie się z materiałem, zrealizowanie podręcznika. 

Mniej znaczy więcej i do what you preach – osobista refleksja

Zwierzę Ci się, że sama dałam się zapędzić w taką manię szybkości, a pewnego czasu dostawałam od uczniów feedback, że idziemy za szybko. Że chcą zwolnić. „Jak można iść wolniej?” – myślałam – „Już i tak powtórzenie z Present Perfect robimy od czterech lekcji”. Dopiero potem zdałam sobie sprawę, że wciskanie na jednych zajęciach TYLU ćwiczeń i gier i zadawanie do domu TYLU kserówek, żeby potem tracić masę czasu na sprawdzanie (w biegu oczywiście) pracy domowej jest BEZ SENSU. Zdałam sobie sprawę, że to jest w ogóle sprzeczne z moją filozofią nauczania i że natychmiast muszę to porzucić. Lepiej jest nauczyć się 10 zdań ilustrujących użycie czasu na pamięć niż robić miliardy ćwiczeń (w pośpiechu, bo za chwilę kolejny miliard). 

Proponuję Ci rozwiązanie na bakier z tym, co proponuje się nauczycielom. Zrób tak jak ja. Postanowiłam sobie, że zminimalizuję rozproszenie w klasie – po prostu nie będę go tworzyć. Nie będę dokładać swojej części w „wyścigu po wiedzę”, bo miarka może się przebrać. Jak przestać rozpraszać uczniów? Ja po prostu idę w jakość, nie w ilość. Nie zasypuję (już) uczniów kserówkami, nie idę na rekord. Poszłam po rozum do głowy? A może po prostu spojrzałam na to, co czułam w głębi serca? Zatrzymałam się i zreflektowałam się, że w świecie pędu trzeba wreszcie stać się UNBUSY.

Becoming unbusy, mindfulness, slow teaching i inne trudne słowa

Buduj plan lekcji dookoła np jednego, dość wąskiego zagadnienia. Skoncentruj się na przejrzystości zajęć. Możesz to osiągnąć tylko jeśli dasz uczniom podczas lekcji…odetchnąć. Im więcej wytchnienia, tym więcej refleksji się pojawi. Mózg to nie maszynka do mięsa, nie przerobi tyle, ile mu „wepchniesz”. Uczenie się to aktywny proces tworzenia się połączeń między neuronami – zatem proces biologiczny a taki po prostu musi trwać i już. Umożliwianie uczniom wytchnienia podczas zajęć to Twoja świadoma i zaplanowana decyzja: uwzględnisz ją w swoim lesson planie. I wiesz co, nie ma nic złego w przewidywalności zajęć. Nie ma nic złego w tym, że Twoi uczniowie będą wiedzieć, że po ćwiczeniu znów zapytasz o feedback. Że jedno zagadnienie ćwiczycie na różne sposoby używając tylko jednego ćwiczenia. Gwarantuję Ci, że większości może się to spodobać. I że mimo tego, że nie ma w tym nic odkrywczego, możesz uczniom pokazać zupełnie inne podejście do nauki. 

Ten post piszę przede wszystkim sobie, ku pamięci. Kiedy pokusi mnie wracać do starych nawyków romansowania ze skanerem i drukarką i kserowania zamiast spędzania czasu z rodziną. Aleksandro, nie idź tą drogą! Już nigdy.

Więcej o slow teaching przeczytasz tutaj:

http://www.telegraph.co.uk/education/2016/09/13/its-time-for-a-slow-teaching-revolution/

http://www.teachergratitude.co.uk/2017/02/03/experiments-with-pace-slow-teaching-and-slow-marking/

Z niecierpliwością czekam również na konferencję Twist 17 (kliknij) , ponieważ czuję przez skórę, że powiedzą wszystko to, co ja tutaj i jeszcze więcej i że oprócz własnych doświadczeń i spostrzeżeń poznam jeszcze inne możliwości wprowadzania slow teaching do mojego nauczycielskiego życia.  

Teach slow.

 

4 uwagi do wpisu “Przebodźcowanie zabija nauczanie. Czas na slow teaching.

  1. Technologia technologią – wszystko dla ludzi w odpowiedniej ilości. Natomiast, muzyka na przerwach, pstrokate gazetki czy wystawki prac na każdej ścianie, a nawet oknach, otwarte regały, na których mnóstwo rzeczy, to dopiero jest rozpraszające i nadmiernie pobudzające. Mało tego, uczniowie atakowani są tymi rzeczami z każdej strony i to przez calutki dzień!